poniedziałek, 14 sierpnia 2017

"Obłoki Fergany" Przemysław Chwała

Kirgizja i Uzbekistan. Miejsca odległe, nie tylko na mapie, ale i ze względu na małą ich rozpoznawalność. Jak pisze Autor książki "Obłoki Fergany"- Przemysław Chwała - gdy opowiadał znajomym o planowanej przez siebie podróży, spotykał się z wieloma pytaniami o położenie, kulturę, a nawet poprawną nazwę tych terenów. Dla mnie to też miejsca tajemnicze! Chociaż wiem, gdzie leżą na mapie, znam ich stolice i podstawowe informacje geograficzne, to gdybym miała zamknąć oczy i opowiedzieć o tym co widzę myśląc o Kirgistanie powiedziałabym, że bezkresy traw i plemiona koczownicze. I tyle. Z tym większą przyjemnością zabrałam się za lekturę książki "Obłoki Fergany". Żeby w końcu poznać ten mało znany mi zakątek świata.

Źródło: www.muza.com.pl
Pamiętam jak kilka lat temu moja koleżanka jechała na wolontariat do Kirgistanu. Wiem, że uczyła się rosyjskiego, żeby móc się na miejscu w miarę sprawnie porozumiewać. Pamiętam, że opowiadała po powrocie o jurtach, o koczowniczym stylu życia, o pięknych górskich krajobrazach. Była zafascynowana ludźmi i wprost zachłysnęła się tą przygodą. Słuchałam jej opowieści z zafascynowaniem, tym bardziej, że były to te czasy w moim życiu, gdy jeszcze nikt z moich znajomych nie był dalej niż w Paryżu. Ten Kirgistan rozbudził, więc i moją wyobraźnię. 

Rozbudził też wyobraźnię Autora książki "Obłoki Fergany" Przemysława Chwały, który wybrał się tam w podróż po bezkresach stepów, górach i miastach do których z dziewiczych terenów zszedł naród kirgijski. Książka daje wspaniałą możliwość przyjrzenia się Kirgizji z wielu perspektyw. Opowiada o historii tego miejsca, o krajobrazach i obecnej sytuacji politycznej, a wszystko ustami osób najlepiej znających temat - mieszkańców. Wielu podróżników powtarza, że największą wartością podczas odbytej podróży są spotkani ludzie. I w przypadku książki "Obłoki Fergany" to stwierdzenie się sprawdza. Historie ludzkie opisane w książce są prawdziwe, poruszające, czasami wręcz wzruszające. Dają możliwość refleksji również nad naszym życiem. 

Poza tym reportaż Przemysława Chwały wypełniony jest informacjami geograficznymi, historycznymi i ciekawostkami kulturowo-politycznymi, przez co pozwala spojrzeć na Kirgizję jako na całość, a nie tylko poznać historie wybranych jej mieszkańców. 

Książka jest moim zdaniem dość specyficzna. Nie każdemu się spodoba. Jeśli szukacie lekkiej opowiastki z podróży to sięgnijcie po inną lekturę. Nie jest to bowiem opis podróży w stylu glamour. Jeśli natomiast interesuje Was sytuacja "Wschodu", ciekawią Was zagadnienia związane z kulturą rosyjską (Autor do docelowej destynacji podróżuje m.in. koleją transsyberyjską), czy planujecie podróż w opisywane w książce regiony Azji Centralnej - będziecie z lektury zadowoleni. Ja muszę się przyznać, że książkę czytałam "na pół". Najpierw bardzo mnie zainteresowała, potem potrzebowałam od niej małej przerwy i teraz z wielką radością ją dokończyłam. Ogólnie jednak - polecam! Szczególnie jeśli, tak jak wspomniałam, kogoś interesuje ten akurat region świata, Chylę czoła Autorowi za wybranie na podróż takiego kierunku i popularyzowanie wiedzy o nim. Uważam, że ciągle za mało wiemy o Azji Centralnej, tym bardziej więc cieszę się na każdą możliwość zmiany mojego światopoglądu i poznania historii ludzi z tego "tajemniczego" zakątku świata.

Przeczytana książka: "Obłoki Fergany", Przemysław Chwała, Wydawnictwo MUZA, 2017

sobota, 12 sierpnia 2017

Bezpieczne wakacje - Bezpieczeństwo we Włoszech.

„Czy wyjazd do Włoch jest bezpieczny?” „Jak wygląda sprawa uchodźców?” „Czy istnieje zagrożenie katastrofami naturalnymi lub atakami terrorystycznymi?” W obecnych czasach takie pytania towarzyszą wszystkim planującym zagraniczny wyjazd wakacyjny. Jest to zrozumiałe. Sama organizując swoje podróże i wybierając destynacje sprawdzam je pod kątem bezpieczeństwa pobytu. Dlatego dzisiaj postaram się odpowiedzieć na często zadawane przez Was w wiadomościach prywatnych pytanie „Czy Włochy są bezpieczne?”. W miarę możliwości starając się ustosunkować do wszystkich wyżej wymienionych kwestii.

Zacznę jednak od sprawy najważniejszej! Post, który zaraz przeczytacie jest opisem bardzo subiektywnym, bazującym przede wszystkim na moich doświadczeniach zdobytych podczas roku życia we Włoszech. Uczucia i wydarzenia w nim opisane mają zarysować Wam ogólną sytuację bezpieczeństwa w Italii, ale proszę nie generalizujcie ich i nie uznawajcie moich słów za żadną wyrocznię. Daleka jestem od radzenia „jedź” lub „nie podróżuj”. Każdy musi na podstawie zebranych przez siebie informacji podjąć świadomą decyzję. Do tego Was zachęcam. Przeczytajcie co mam Wam do powiedzenia, zajrzyjcie do źródeł które podaję, może jeszcze do jakiś innych stron, a potem świadomie, samodzielnie zdecydujcie. Nie dlatego, że ktoś Wam doradził, ale dlatego, że chcecie gdzieś jechać, że czujecie się z tą decyzją dobrze i bezpiecznie.

Tyle słowem wstępu. Czas na informacje zasadnicze...

Bezpieczeństwo we Włoszech – stanowisko Ministerstwa Spraw Zagranicznych (na dzień 12.08.2017).

Ministerstwo Spraw Zagranicznych nie wystosowało, żadnego ostrzeżenia dla podróżujących, co oznacza, że nie odradza podróży do Włoch jak ma to miejsce w przypadku krajów wyjątkowo zagrożonych wojnami, atakami terrorystycznymi czy aktami terroru specyficznie w stosunku do turystów. Na stronie "polakzagranicą.msz.gov.pl" uprzedza, że we Włoszech utrzymuje się wysoki poziom zagrożenia atakiem terrorystycznym, ale wprowadzone są nadzwyczajne środki bezpieczeństwa mające na celu im zapobieganiu.

Podróż samochodem do Włoch – uwaga na oszustów.

Ponieważ publikowałam posty o podróży samochodowej do Włoch – przez Austrię i Czechy i przez Szwajcarię i Niemcy, to również w tym poście nawiążę do pewnego wydarzenia w podroży. Ku przestrodze! Podczas jednej z tras do Włoch spotkała nas taka sytuacja... Jechaliśmy autostradą przez Czechy. Wyprzedziliśmy pewne drogo wyglądające auto, które po naszym manewrze zaczęło puszczać do nas światła. Zdziwieni i przestraszeni, że może coś nie tak jest z naszym samochodem zjechaliśmy na pobocze i włączyliśmy światła awaryjne, żeby to sprawdzić. Auto stanęło za nami. Do naszego auta podszedł mężczyzna w średnim wieku, o ciemnej karnacji, ubrany w garnitur, obwieszony złotem. Zaczął pytać w jakim języku mówimy. Gdy wyłapał, że jesteśmy z Polski zaczął po Polsku opowiadać nam swoją historię (nie przytoczę dokładnie)... że brakuje mu paliwa, a nie ma przy sobie żadnej gotówki. Że jedzie do żony i dzieci, że musi się do nich dostać. Że prosi o pożyczenie mu dowolnej sumy gotówki żeby chociaż trochę dotankował. Da w zamian na swojego iPhone, swoje złoto... cokolwiek chcemy... Wręcz rzucał w nas tymi rzeczami z desperacji. Napisane od razu wydaje się podejrzane prawda? Ale uwierzcie mi mówił tak przekonująco, że przez chwilę zastanawialiśmy się czy nie pomóc. Ale nie mieliśmy nawet ze sobą dużej ilości gotówki, więc poradziliśmy, aby zadzwonił po holowanie, przeprosiliśmy go i odjechaliśmy. Co się okazało? To znana sztuczka autostradowych oszustów. Wiele takich sytuacji opisanych jest w gazetach (np. tutaj) na forach kierowców np. tutaj. Uważajcie i nie dajcie się nabrać! 

Samodzielne podróżowanie po Włoszech – czy jest bezpiecznie?


piątek, 4 sierpnia 2017

„Zakochani w świecie. Malezja” Joanna Grzymkowska - Podolak

Ostatnie dwa dni spędziłam szczęśliwie – na plaży z książką. Szum fal, piasek między stopami, morska bryza i wspaniała lektura. Czy czegoś więcej potrzeba do pełni relaksu i rozluźnienia? Mnie nie! Tym bardziej, jeśli książka jest nie byle jaka, bo napisaną przez wspaniałych ludzi, pełnych pasji i miłości do podróżowania. Mówię o zakochanych w świecie Asi i Jarku i o najnowszej książce Asi tym razem z podróży do Malezji - „Zakochani w świecie. Malezja” Joanny Grzymkowskiej-Podolak.


Ci z Was którzy śledzą bloga od dłuższego czasu na pewno kojarzą już moje wcześniejsze zachwyty książkami Asi - „Zakochani w świecie. Maroko” i „Zakochani w świecie. Indie”. Tym razem też nie będzie inaczej. Nie zawiodę Was ja – bo znowu będę słodzić i zachwalać. Nie zawiedzie Was książka, bo czyta się ją niemal jednym tchem, z ciekawością, podziwem dla podróżników i radością poznawania świata.


Moje przemyślenia o książce „Zakochani w świecie. Malezja” Joanny Grzymkowskiej-Podolak zacznę tym razem od końca, nawiązując do zamykającego ją cytatu, który mocno poruszył moją wyobraźnię.



„Życie daje każdemu tyle, ile sam ma odwagę sobie wziąć.”


Piękne słowa, zarówno w kontekście podróży, jak i życia w ogóle. Warto mieć odwagę, żeby spełniać marzenia o podróżowaniu! Ciągle to powtarzam, że wcale nie trzeba być globtroterem, nie trzeba wydawać majątku. Sposobów na podróżowanie jest wiele i każdy jest dobry. Każdy z nich prowadzi nas do poznania piękna świata.

Joanna Grzymkowska-Podolak w najnowszej książce tym razem zabiera nas do pięknej Malezji. W sumie to mało nam o niej wiadomo. My Polacy, generalizując, jeśli chodzi o Azję Południowo-Wschodnią częściej podróżujemy do Tajlandii, Wietnamu czy Indonezji. Czasami loty w dalekie krańce świata jak Australia tranzytem prowadzą nas do Singapuru czy Kuala Lumpur. Mało kto natomiast świadomie, na dłużej się tam wybiera. Po lekturze książki „Zakochani w świecie. Malezja” nie jestem w stanie zrozumieć dlaczego! W Malezji jest tyle niesamowitych krajobrazów i wyjątkowych rzeczy do zobaczenia... Joanna opowiada między innymi o (jeszcze do niedawna najwyższym budynku na świecie) bliźniaczych wieżach Petronas Towers w Kuala Lumpur, pięknych plażach, dżungli na fragmentem należącej do Malezji wyspie Borneo, największym kwiecie na świecie - Raflezji, występujących tylko tu małpach - Nosaczach Sundajskich, spacerach po canopy walk – podwieszanych na linach szlakach prowadzących przez dżunglę, o domach łowców głów i o duchach dżungli. A to tylko niektóre z atrakcji przez które można się w Malezji zakochać. Jest jeszcze pyszne jedzenie, są wspaniali otwarci ludzie, są dziewicze plaże i na przykład możliwość spotkania z szamanem... I to dalej nie wszystko. Ale wszystkiego nie chcę Wam zdradzać, żeby nie ukraść Wam radości z czytania książki.

wtorek, 18 lipca 2017

„Podróżuj, módl się i kochaj” Beata Pawlikowska

Któż nie czytał kultowej książki Elizabeth Gilbert „Jedz, módl się i kochaj”? Historii kobiety szukającej szczęścia, zmiany w życiu i lepszej wersji siebie. Bohaterka po czasie spędzonym na namiętnym jedzeniu włoskiego makaronu i medytowaniu w aszramie w Indiach wybiera się na Bali, gdzie odwiedza lokalnego uzdrowiciela, którego radą na poprawę jej życia jest częstsze uśmiechanie się. Tym szamanem z książki Elizabeth Gilbert był Ketut Liyer mieszkający w balijskiej wiosce Ubud. Ten sam szaman jest też główną postacią w książce Beaty Pawlikowskiej... ale pokazany jest z trochę innej perspektywy.

Kultowe filmy i książki mają to do siebie, że napędzają turystykę. Tak jak po „Władcy Pierścieni” wszyscy chcieli lecieć do Nowej Zelandii, po „Harrym Potterze” do Londynu, a po „Vicky Christina Barcelona” do Barcelony, tak i po „Eat, Pray, Love” („Jedz, módl się o kochaj”) kobiety z całego świata zechciały odwiedzić znanego balijskiego szamana Ketuta Liyera. Z lokalnego uzdrowiciela Ketut stał się gwiazdą i atrakcją turystyczną, a lecznicze seanse u niego przemieniły się w masowe 15 minutowe wizyty z kolejką „zgodnie z pobranym numerkiem”. Beata Pawlikowka odwiedziny u szamana opisuje i przeżywa zupełnie inaczej niż autorka książki „Jedz, módl się i kochaj” i przede wszystkim to przeżycie opisane jej w jej konkurencyjnej książeczce „Podróżuj, módl się i kochaj”. Nie chcę zabierać Wam przyjemności z czytania, więc jeśli chcecie wiedzieć jak od kulis wygląda konsultacja u uzdrowiciela sięgnijcie po „Podróżuj, módl się i kochaj”. 

niedziela, 16 lipca 2017

Bezpieczeństwo w podróży – gdzie na świecie jest bezpiecznie?

Na pewno przeglądając bloga zauważyliście, że jest tu kilka wpisów typu „Czy bezpiecznie jest jechać do...? (Czy bezpiecznie jest jechać do Maroka? // Czy w Bułgarii jest bezpiecznie? // Czy bezpiecznie jest jechać na Cypr?). Pracując w biurze podróży zauważyłam, że kwestia bezpieczeństwa wypoczynku jest teraz najważniejszą determinantą przy szukaniu wakacji. Na drugi plan schodzi typ wyżywienia, lotnisko wylotu, a nawet cena czy standard hotelu. Coraz więcej osób decyduje się powiększyć budżet na wyjazd byle tylko wyjechać "do bezpiecznego kraju", albo zrezygnować z 5* jakości wypoczynku np. w Egipcie na rzecz 3* hoteliku w tej samej cenie gdzieś na greckiej wyspie. Rozmowy w biurze podróży wyglądają mniej więcej tak:

- „Dzień dobry, szukamy wakacji w Europie. Najlepiej Hiszpania lub Portugalia, bo tam jest bezpiecznie.”
- „Dzień dobry, szukamy wyjazdu w dowolne miejsce, ale Egipt, Turcja, Tunezja odpadają, bo tam jest niebezpiecznie...”
- „Grecja? Grecja nie, bo tam są uchodźcy...”
- „Egipt? Nie ma mowy! Przecież nas tam pozabijają.”
- „Tunezja? To tam jeszcze ktoś lata? Przecież nawet na plażę nie można wyjść...”
- „Cypr? No nie wiem... bardzo blisko to Turcji.”
- „Jaki Pani zdaniem jest najbezpieczniejszy kraj na wakacje?” 


Źródło: GoogleMaps


I tak dalej... I w sumie, biorąc pod uwagę wszystkie informacje jakimi karmią nas media i internet, nie ma się co dziwić. Co chwilę docierają do nas komunikaty „Strzelanina w Tunezji”, „Polka zabita w Egipcie”, „Grecja walczy z uchodźcami”... Teraz znowu wydarzyła się tragedia. Nożownik w Hurghadzie zaatakował turystów na plaży hotelowej. Czytamy te artykuły w domu przy herbacie, w pracy w przerwie na lunch, oglądamy wieczorne wiadomości z wygodnej kanapy w salonie. I myślimy "dobrze, że nas tam nie ma" albo "kto by tam z własnej woli teraz pojechał". Po czym wracamy do naszego bezpiecznego życia i planujemy wakacje w Polsce (mimo pogody za oknem) lub szukamy w internecie informacji o bezpiecznych miejscach na wakacje. Bo przecież wakacje mają być czasem wypoczynku, a nie wzmożonego stresu i zamartwiania o nasze zdrowie, albo nawet życie. Prawda! Ale czy są w ogóle miejsca bezpieczne? Jak je znaleźć? Jak zdefiniować bezpieczeństwo? 

środa, 28 czerwca 2017

"Witamy w białej Afryce" Wojciech Rogala - subiektywnie o książce.


Ostatnimi dniami zaczytuję się w książkach podróżniczych. Dopiero co skończyłam "Rowerem przez świat w poszukiwaniu miłości", teraz "pochłonęłam" w trzy wieczory "Witamy w białej Afryce" Wojciecha Rogali, a w kolejce czekają już "Obłoki Fergany" i "Zakochani w świecie. Malezja". Zwykle te podróżnicze, książkowe pozycje czytam naprzemiennie z mrocznymi kryminałami lub literaturą o rozwoju osobistym i psychologii. Ale nie teraz! Teraz odczuwam już tak silną tęsknotę za podróżami (od mojej ostatniej minęły już dwa miesiące - Cypr), że szukam pociechy w książkach, które mogą zabrać mnie na drugi koniec świata. I tak właśnie trafiłam do Namibii! Wszystko dzięki niesamowicie interesującej, dającej silnie do myślenia, inspirującej do prawdziwego poznawania świata książce - "Witamy w białej Afryce" Wojciecha Rogali (Wydawnictwo MUZA).

Czy wiedzieliście, że w Namibii około 6% ludności ma białą skórę? Ten młody, południowoafrykański kraj nam Polakom kojarzy się z bezkresami pustyni Namib, dzikimi zwierzętami i niecywilizowanymi, zamieszkującymi pustynie plemionami, a tymczasem realia w nim panujące odbiegają od tych stereotypów. Oczywiście w Namibii można zobaczyć słonia, można spędzić noc przy ognisku na pustyni, można spotkać przedstawicieli plemienia Himba (słynącego m.in. ze specyficznego czerwonego "makijażu" całego ciała i włosów), ale Namibia ma też drugie, zupełnie inne oblicze. Jest ona ewenementem wśród krajów afrykańskich. Są tu zadbane miasta z niemiecką architekturą jak Luderitz, Swakopmund czy stolica - Windhuk, w których można się poczuć prawie jak w Europie (co zresztą udowadniają zdjęcia Autora). Namibię i Europę (a w szczególności Polskę) łączy też podobna historia związana z działaniami komunistów i zagładą miejscowej ludności w obozach koncentracyjnych. O tych wydarzeniach, ale też o południowoafrykańskiej okupacji, walce o niepodległość i sytuacji po jej uzyskaniu opowiada reportaż "Witamy w białej Afryce".

Odkąd w 1990 roku Namibia  uzyskała niepodległość w kraju przestrzegane są zasady demokracji, w teorii nie "sortuje się" tu ludności na czarną i białą, na "lepszą i gorszą". Wszyscy żyją razem... ale czy w zgodzie? Książka "Witamy w białej Afryce" opowiada o Namibii z perspektywy jej białych mieszkańców. Kłopotów z jakimi muszą się oni borykać, dylematów, które muszą rozstrzygać, kompromisów,  których muszą dokonywać, aby spokojnie żyć w Afryce. Okazuje się, że ich życie diametralnie się zmieniło odkąd w 1990 roku Namibia uzyskała niepodległość. Dlaczego? Czy była to zmiana na lepsze, czy na gorsze? Na te pytania odpowiadają spotkani przez Autora Afrykanerzy, czyli potomkowie kolonizatorów (w przypadku Namibii przede wszystkim Niemców), a także Basterowie (grupa etniczna stworzona przez pary "mieszane" i ich dzieci).

Niegdyś "biali" rządzili Afryką, a Namibia nazywana była "bastionem białego człowieka"...

sobota, 17 czerwca 2017

Cypr – wyspa Afrodyty. Zwiedzanie Petra tou Romiou – Skały Afrodyty.

Nie wiem jak wy, ale ja uwielbiam świat mitów! Już w szkole czytałam je z ogromną przyjemnością. I teraz nadal chętnie wracam do tych burzliwych i fascynujących historii (lepszych niż niejedna telenowela). Zwłaszcza, gdy dotyczą miejsc, które zwiedzam. Jeśli jak ja lubicie zakręcone, mitologiczne opowieści to odkrywanie Grecji i Cypru powinno być dla Was ogromną przyjemnością. Marcin Pietrzyk w książce „Grecja po mojemu. Przewodnik grekomaniaków” pięknie opisywał jak mitologia jest tłem dla poznawania greckich zakamarków. A co z Cyprem? Cypr natomiast uznawany jest za wyspę bogini miłości i piękna – Afrodyty. Co roku przyjeżdża tu wiele par na podróże poślubne, mówi się też, że na wyspie najłatwiej jest począć potomka. Albo znaleźć miłość jeśli jeszcze nie macie drugiej połówki. Nie wiem ile w tych legendach jest prawdy, ale wiem na pewno, że Cypr to piękne miejsce, warte odwiedzenia. Szczególnie jeśli lubicie chodzić śladami greckich bogów...

niedziela, 11 czerwca 2017

"Rowerem przez świat w poszukiwaniu miłości. Z New Delhi do Boras." Per J. Andersson


Rzadko udaje mi się trafić na historię tak piękną jak ta z książki "Rowerem przez świat w poszukiwaniu miłości" Per J. Anderssona. Opowiada ona o trudnym życiu chłopca należącego do najniższej kasty w Indiach, potem ewoluując w świadectwo wielkiej miłości i wspaniałej podróży niemal przez połowę świata. A to, że opowieść jest prawdziwa wydaje mi się po przeczytaniu książki wręcz niemożliwe... bo jak wytłumaczyć to, że już w dniu urodzin bohaterowi zostało przeznaczone to co zawładnie jego dalszym życiem? Jak wyjaśnić miłość tak silną, by dla niej przejechać z Indii, aż do Szwecji na rowerze? Jak w końcu nie zachwycić się mądrością głównego bohatera, który wraz z nami na kolejnych stronach książki dorasta, interpretuje bezbłędnie otaczający go świat i uczy jak miłość i życzliwość kierowane do bliźnich wracają do nas ze zdwojoną siłą?

Książka "Rowerem przez świat w poszukiwaniu miłości" to nie tylko opowieść o uczuciu, nadająca się na scenariusz do filmu. W sumie miłość jest tylko tłem do rozważań na temat równości ludzi... zarówno tych z różnych kast jak i różnych części świata. Książka uczy tolerancji i zrozumienia, przeciwstawia się sztucznym podziałom i pokazuje jak nie można szufladkować ludzi tylko przez wzgląd na to gdzie się urodzili. Bo każdy z nas ma w sobie ogromny potencjał, który dobrze wykorzystany pozwoli nam stać się najlepszą wersją nas samych! Główny bohater wykorzystał swój potencjał. Z chłopca żyjącego w dżungli stał się znanym malarzem portrecistą. Z młodzieńca nie mającego na jedzenie, śpiącego na ziemi, awansował na wytwornego człowieka, mieszkańca Szwecji, mogącego pozwolić sobie na podróże do i z Indii samolotem (o kwocie na bilet w jedną stronę kiedyś nawet nie odważył się marzyć). Historia Pikeja pokazuje jak wiele w życiu można osiągnąć, gdy kieruje nami miłość, życzliwość, otwartość na świat i gdy nie boimy się na sukces mocno zapracować. To, że na szacunek ludzi (bez względu na to jak się zaczyna) zawsze można zapracować, pięknie pokazuje ostatni rozdział książki... ale przecież nie będę zdradzać co się stało!

Książkę "Rowerem przez świat w poszukiwaniu miłości" czytałam z ogromną przyjemnością. Kibicowałam parze (Lottcie i Pikejowi), którą dzieliły tysiące kilometrów i dziesiątki krajów. Wierzyłam, że Pikej dotrze do Lotty, że pokona wszystkie przeciwności losu, że miłość wszystko zwycięży. Z ogromną ciekawością czytałam też historie z kolejnych mijanych przez niego krajów. Opowieści o widokach, zdarzeniach, napotkanych ludziach. Pikej, jak to artysta, dużo też podczas podróży rozmyślał. O swoim wcześniejszym życiu, o tym co podczas drogi go spotykało, o tym co chciałby zmienić w świecie. I pięknie o tym mówił! Chociażby dla tych cytatów prawie jak z książek Paulo Coelho warto przeczytać "Rowerem przez świat w poszukiwaniu miłości.". Próbkę tektu zamieściłam dla Was na Instagramie.