sobota, 17 czerwca 2017

Cypr – wyspa Afrodyty. Zwiedzanie Petra tou Romiou – Skały Afrodyty.

Nie wiem jak wy, ale ja uwielbiam świat mitów! Już w szkole czytałam je z ogromną przyjemnością. I teraz nadal chętnie wracam do tych burzliwych i fascynujących historii (lepszych niż niejedna telenowela). Zwłaszcza, gdy dotyczą miejsc, które zwiedzam. Jeśli jak ja lubicie zakręcone, mitologiczne opowieści to odkrywanie Grecji i Cypru powinno być dla Was ogromną przyjemnością. Marcin Pietrzyk w książce „Grecja po mojemu. Przewodnik grekomaniaków” pięknie opisywał jak mitologia jest tłem dla poznawania greckich zakamarków. A co z Cyprem? Cypr natomiast uznawany jest za wyspę bogini miłości i piękna – Afrodyty. Co roku przyjeżdża tu wiele par na podróże poślubne, mówi się też, że na wyspie najłatwiej jest począć potomka. Albo znaleźć miłość jeśli jeszcze nie macie drugiej połówki. Nie wiem ile w tych legendach jest prawdy, ale wiem na pewno, że Cypr to piękne miejsce, warte odwiedzenia. Szczególnie jeśli lubicie chodzić śladami greckich bogów...

niedziela, 11 czerwca 2017

"Rowerem przez świat w poszukiwaniu miłości. Z New Delhi do Boras." Per J. Andersson


Rzadko udaje mi się trafić na historię tak piękną jak ta z książki "Rowerem przez świat w poszukiwaniu miłości" Per J. Anderssona. Opowiada ona o trudnym życiu chłopca należącego do najniższej kasty w Indiach, potem ewoluując w świadectwo wielkiej miłości i wspaniałej podróży niemal przez połowę świata. A to, że opowieść jest prawdziwa wydaje mi się po przeczytaniu książki wręcz niemożliwe... bo jak wytłumaczyć to, że już w dniu urodzin bohaterowi zostało przeznaczone to co zawładnie jego dalszym życiem? Jak wyjaśnić miłość tak silną, by dla niej przejechać z Indii, aż do Szwecji na rowerze? Jak w końcu nie zachwycić się mądrością głównego bohatera, który wraz z nami na kolejnych stronach książki dorasta, interpretuje bezbłędnie otaczający go świat i uczy jak miłość i życzliwość kierowane do bliźnich wracają do nas ze zdwojoną siłą?

Książka "Rowerem przez świat w poszukiwaniu miłości" to nie tylko opowieść o uczuciu, nadająca się na scenariusz do filmu. W sumie miłość jest tylko tłem do rozważań na temat równości ludzi... zarówno tych z różnych kast jak i różnych części świata. Książka uczy tolerancji i zrozumienia, przeciwstawia się sztucznym podziałom i pokazuje jak nie można szufladkować ludzi tylko przez wzgląd na to gdzie się urodzili. Bo każdy z nas ma w sobie ogromny potencjał, który dobrze wykorzystany pozwoli nam stać się najlepszą wersją nas samych! Główny bohater wykorzystał swój potencjał. Z chłopca żyjącego w dżungli stał się znanym malarzem portrecistą. Z młodzieńca nie mającego na jedzenie, śpiącego na ziemi, awansował na wytwornego człowieka, mieszkańca Szwecji, mogącego pozwolić sobie na podróże do i z Indii samolotem (o kwocie na bilet w jedną stronę kiedyś nawet nie odważył się marzyć). Historia Pikeja pokazuje jak wiele w życiu można osiągnąć, gdy kieruje nami miłość, życzliwość, otwartość na świat i gdy nie boimy się na sukces mocno zapracować. To, że na szacunek ludzi (bez względu na to jak się zaczyna) zawsze można zapracować, pięknie pokazuje ostatni rozdział książki... ale przecież nie będę zdradzać co się stało!

Książkę "Rowerem przez świat w poszukiwaniu miłości" czytałam z ogromną przyjemnością. Kibicowałam parze (Lottcie i Pikejowi), którą dzieliły tysiące kilometrów i dziesiątki krajów. Wierzyłam, że Pikej dotrze do Lotty, że pokona wszystkie przeciwności losu, że miłość wszystko zwycięży. Z ogromną ciekawością czytałam też historie z kolejnych mijanych przez niego krajów. Opowieści o widokach, zdarzeniach, napotkanych ludziach. Pikej, jak to artysta, dużo też podczas podróży rozmyślał. O swoim wcześniejszym życiu, o tym co podczas drogi go spotykało, o tym co chciałby zmienić w świecie. I pięknie o tym mówił! Chociażby dla tych cytatów prawie jak z książek Paulo Coelho warto przeczytać "Rowerem przez świat w poszukiwaniu miłości.". Próbkę tektu zamieściłam dla Was na Instagramie.

poniedziałek, 5 czerwca 2017

Cypr. Co trzeba wiedzieć przed wykupieniem wakacji na Cypr? O czym warto pamiętać przed wyjazdem?

Drodzy Czytelnicy,

Cypr jest krajem nieoficjalnie podzielonym na pół. Zupełnie inaczej wygląda kwestia wypoczynku na północy wyspy, a inaczej na jej na południu. Postaram się w najważniejszych kwestiach opowiedzieć o obu tych częściach, ale nie będę tego robiła „na siłę”. Ja wypoczywałam na południu Cypru (Pafos) i na temat podróży na południe wyspy mogę co nieco powiedzieć. Nie chcę natomiast przekraczać swych kompetencji i rozmawiać o północy wyspy, o której niewiele wiem.

Mam nadzieję, że zrozumiecie i z pytaniami o wyjazd na północ Cypru skierujecie się do osób lepiej w tym temacie zorientowanych.

 

1. Kiedy najlepiej jechać na Cypr?


Cypr leży w strefie klimatu subtropikalnego (śródziemnomorskiego i półpustynnego w zależności od części wyspy). Klimat ten odznacza bardzo łagodna zima (grudzień - marzec) i gorące, wręcz upalne lato (kwiecień - listopad). Temperatury zimą wynoszą tu około 17-19 stopni, wiosną i jesienią 20-25 stopni, a latem mogą sięgać ponad 40 stopni Celsjusza. Okres od czerwca do sierpnia jest naprawdę upalny, miejscowi przestrzegają, że zdarzają się dni gdy temperatura sięga niemal 50 stopni.

„Jest już połowa października, ale upały nie odpuszczają. Temperatury dochodzą do 30 stopni w cieniu. Próżno wypatrywać ożywczej ulewy.” - pisze w swojej książce o Cyprze Maria Zofia Christou.

Opady na Cyprze w okresie wiosenno-letnim są rzadkością. Okres od maja do sierpnia jest prawie bezdeszczowy. Jak opowiada Maria Zofia Christou w książce „Moja barwna cypryjska mozaika” jedynie w styczniu i lutym zdarzają się krótkie, deszczowe „trzydniówki”.

Te warunki idealnie sprzyjają wypoczynkowi, dlatego turyści rezydują na Cyprze w sumie przez cały rok. Osobiście najbardziej polecam wiosnę i jesień, gdy temperatury nie są jeszcze za wysokie, ale jeśli lubicie „afrykańskie upały” to Cypr będzie w miesiącach letnich idealną alternatywą np. dla Egiptu czy Tunezji.

Wiosna na Cyprze wygląda tak jak na zdjęciu poniżej (a więcej takich widoków na Instagramie 🌸🌼).



piątek, 19 maja 2017

"Moja barwna cypryjska mozaika" Maria Zofia Christou


Pisałam już o pierwszej książce Polki mieszkającej na Cyprze - Marii Zofii Christou - "Moje długie cypryjskie wakacje" -> TUTAJ. Ten blogowo-książkowy pamiętniko-przewodnik po "wyspie Afrodyty" zainspirował mnie do odkrywania Cypru zanim jeszcze na niego poleciałam. Z książki dowiedziałam się wiele o pięknych miejscach w okolicach Limassol, o tradycjach i codziennym życiu Cypryjczyków, a także o tym jak doceniać piękno małych chwil każdego dnia (bo taką filozofię wyznaje Autorka).

Książka "Moja barwna cypryjska mozaika" jest kontynuacją pierwszej części. Opisem kolejnych dni i miesięcy spędzonych na Cyprze i skrupulatnie opisywanych na blogu "Cypr w oczach Polki". Tym razem znowu dowiadujemy się wiele o cypryjskiej kulturze, ciekawostkach dnia codziennego (np. spóźniających się autobusach, porozumiewaniu się po angielsku, cenach na Cyprze, przepisach ruchu drogowego), ale też, co dla mnie było bardzo ważne, w drugiej części książki jest jeszcze więcej wątków turystycznych i opisów ciekawych miejsc na wyspie (m.in. Pafos, Amfiteatru w Kourion, Platres, Larnaki, Finikoudes, Zamku w Kolossi, kościółków w górach Troodos wpisanych na listę UNESCO). Tak jak w przypadku pierwszej części, również "MBCM" czyta się bardzo przyjemnie. To lektura na wieczory z herbatą i ciastkiem, zarówno dla tych, którzy wybierają się na Cypr, jak i dla tych, którzy podróż tam planują odbyć jedynie w swojej wyobraźni.

niedziela, 7 maja 2017

Opinia o hotelu Azia Resort na Cyprze.

Właśnie wróciłam z krótkiego, ale bardzo relaksującego urlopu. Jak już dwukrotnie wspominałam, na miejsce swojego kwietniowego wypoczynku wybrałam w tym roku piękną wyspę na Morzu Śródziemnym - Cypr. W zeszłym roku kwietniowy wyjazd był bardzo intensywny (Chiny / Pekin), więc w tym roku dla równowagi wybrałam błogie lenistwo w pakiecie All Inclusive.

Decyzja o wyjeździe na Cypr i wyborze hotelu została przeze mnie podjęta w pełni świadomie już kilka miesięcy wcześniej. Dlaczego Cypr? Bo w kwietniu to jedna z nielicznych bliskich destynacji wakacyjnych, gdzie pogoda nie zawodzi. Grecja jeszcze za zimna, Bałkany tak samo, Wyspy Kanaryjskie wietrzne. A na Cyprze ponad 20 stopni i słońce! Hotel natomiast wybrałam na podstawie opinii klientów... i nie zawiodłam się. Wręcz przeciwnie! Jestem hotelem Azia Resort&Spa wręcz zauroczona!


Hotel Azia Resort&Spa (Pafos/Cypr) znajduje się w ofercie biura podróży Itaka. Moim zdaniem to jeden z najlepszych hoteli ze wszystkich propozycji tego biura na Cyprze, chociaż to zdanie nie jest takie oczywiste jak mogłoby się wydawać. Polecanie hoteli jest sprawą bardzo delikatną, bo upodobań jest tyle co ludzi na świecie. Pracując w biurze podróży wiele razy przekonałam się, że nie każdemu musi podobać się luksusowy 5* hotel, bo niektórzy bardziej będą zadowoleni z urlopu w skromnym pensjonacie. Jedni lubią hotele stylowe, inni ultranowoczesne. Jedni chcą być w mieście, inni w spokojnej okolicy. Dlatego zdanie na temat hotelu Azia Resort&Spa, które powyżej napisałam jest bardzo subiektywne, a o decyzji czy hotel spodoba się Tobie, Drogi Czytelniku, niech zadecyduje dalsza część jego opisu. 

środa, 3 maja 2017

Czy bezpiecznie jest jechać na Cypr?

Cypr leży na styku 3 kontynentów - Europy, Azji i Afryki. Około 70 kilometrów dzieli go od wybrzeży Turcji, 170 km od Syrii, 300 od Izraela i 420 od półwyspu Synaj (Egiptu). Te liczby od razu wzbudzają niepewność, a czasem wręcz niechęć, wśród planujących wakacje turystów. Turcja i Egipt stały się w ostatnim czasie kierunkami omijanymi przez turystów ze względu na niestabilną sytuację polityczną i zagrożenie atakami terrorystycznymi. W Syrii trwa wojna, a poza tym zgodnie z powszechnie panującym stereotypem, uchodźcy drogą morską uciekają z Syrii na wszystkie blisko położone wyspy (założyć należałoby więc również, że na Cypr). Dlaczego więc jechać na wakacje w miejsce położone na styku tych wszystkich konfliktów? Czy na Cyprze jest bezpiecznie? Czy nie jest on zagrożony równie mocno co kraje sąsiednie? Czy Cypr, podobnie jak w zeszłym roku Grecję, zalała fala uchodźców? 

poniedziałek, 1 maja 2017

"W cieniu Afrodyty" Danuta Krasowska-Polakiewicz i Marek Polakiewicz


Jak już wspominałam, opowiadając o książce „Moje długie cypryjskie wakacje”, kolejnym pięknym miejsce na świecie, które udało mi się odwiedzić był Cypr. Wtedy pisałam jeszcze przed wyjazdem, z głową pełną wyobrażeń jak ta wyspa może wyglądać. Po lekturze przewodnika "Travelbook. Cypr" wydawnictwa Bezdroża, książki Marii Zofii Christou oraz licznych blogów i stron internetowych... Cypr wydawał mi się miejscem tyle pięknym, co tajemniczym. Uwarunkowanym historią odległą (wręcz z czasów neolitu) równie mocno, co tą niemal współczesną. Aby zrozumieć Cypr trzeba się w tą historię wgłębić! Trzeba przeczytać o czasach starożytnych, aby móc wyobrazić sobie jak w czasach świetności wyglądały dzisiejsze pozostałości po świątyniach (jak świątynia Apolla Hylatesa) czy miastach (jak Kurion), trzeba przeczytać o historii średniowiecznej, aby docenić piękno np. zamku w Kolossi i wreszcie trzeba zagłębić się w wydarzenia z XX wieku aż do dnia dzisiejszego, aby w ogóle zrozumieć dlaczego Cypr jest jaki jest. Miejsce kontrastów. Niedopowiedzeń. Fragmentami niczyje, a zarazem wszystkich. Raj dla turystów, ale czy na pewno też raj dla mieszkańców? Zastanawiać się nad tym wszystkim można tylko znając podłoże historyczne i polityczne, które utworzyło Cypr takim, jakim jest dzisiaj. A w tym pomoże książka "W cieniu Afrodyty" Marka Polakiewicza i Danuty Krasowskiej-Polakiewicz.

sobota, 15 kwietnia 2017

"Moje długie cypryjskie wakacje" Maria Zofia Christou

Niedługo lecę na gorący Cypr, a ponieważ nie wyobrażam sobie żadnego wyjazdu bez porządnego przygotowania zaczęłam czytać wszystko co tylko mogę znaleźć na temat wyspy. Szukając informacji o Cyprze w internecie natknęłam się na wiele opinii polecających książkę "Moje długie cypryjskie wakacje" Marii Zofii Christou, więc po nią postanowiłam sięgnąć na samym początku.


Książka "Moje długie cypryjskie wakacje" to opowieść Polki (łodzianki jak ja!), która razem ze swoim mężem Cypryjczykiem postanowiła spędzić życie na śródziemnomorskiej wyspie. Maria zaczęła od opisywania swojego życia na blogu "Cypr w oczach Polki"... aż któregoś dnia ktoś powiedział "powinnaś to wydać" i tak powstała książka, która jest w moim odczuciu po pierwsze namową do wyjazdu na Cypr, ale też pięknym świadectwem tego, że warto cenić każdy dzień swojego życia i szukać w codzienności wyjątkowych miejsc i momentów.

Książka "Moje długie cypryjskie wakacje" nie jest w żadnym stopniu przewodnikiem. Mimo, że w tekst wplecione są różne fakty dotyczące wyspy (np. podczas zwiedzania zamku w Limassol autorka opowiada trochę o jego historii i związanej z nim legendzie) to jest to bardziej pamiętnik osobisty Autorki niż przewodnik po kraju. Nie jest to zarzut, bo książkę czyta się bardzo dobrze. Jest dość krótka i składnie napisana, więc jej lektura raczej nie zajmie Wam dłużej niż 1 - 2 wieczory. Ale warto! Jeśli nie, żeby przenieść się razem z Autorką na gorący Cypr pełen kwiatów, kotów i życzliwych Cypryjczyków... to żeby spojrzeć na świat tak optymistycznie jak ona. Bardzo podobają mi się wplecione w tekst książki cytaty z "Grek Zorba" Nikosa Kazantzakisa. Przyznaję, że nie dotarłam wcześniej sama do tej książki, a po przeczytaniu "Moich długich cypryjskich wakacji" "Grek Zorba" znalazł się na liście "do przeczytania od zaraz!". Kto by się oparł po lekturze takich fragmentów:
 

niedziela, 9 kwietnia 2017

Na wakacje autokarem! – Plusy i minusy wyjazdu autokarowego oraz jak przeżyć długą podróż autokarową.

Moje zwiedzanie świata (chociaż nie lubię tak wyolbrzymiać, bo na razie w większości zwiedzam Europę) odbywa się różnymi formami transportu. Czasami latam samolotem (Bułgaria, Rumunia, Maroko, Portugalia, Lanzarote, Fuerteventura, Chiny), czasem jeżdżę samochodem (Włochy, Austria), ale nie raz na wakacje jechałam również autokarem. W sumie pierwszą taką podróżą, która została tutaj opisana była Chorwacja, ale autokarem podróżowałam też kiedyś do Grecji, Czarnogóry, na Słowację, do Austrii i Rumunii.

Każda forma transportu ma oczywiście swoje plusy i minusy i porównywanie ich po prostu nie ma sensu. Są miejsca, gdzie dojazd „na kółkach” można od razu odrzucić np. wyobrażacie sobie podróż autem albo autokarem na Wyspy Kanaryjskie? (Już nie mówiąc o dalszych i trudniej dostępnych wyspach.) Jednak w przypadku miejsc (jak np. Chorwacja) gdzie każda forma dojazdu – samolotem, autokarem, autem – jest możliwa, można zrobić małą listę plusów i minusów (oczywiście w przypadku każdego będą one indywidualne).

Źródło: http://www.gandalftravel.com/


Plusy wyjazdu autokarowego:

- Tania cena wyjazdu (moje 12 dniowe wakacje kosztowały kilka lat temu niecały 1000 zł).
- Podróż, podczas której Ci, którzy lubią zwiedzać z okien autokaru (jak ja) mogą obserwować zmieniające się krajobrazy Europy.
- Zakwaterowanie w willach i kwaterach prywatnych, a nie hotelach, co daje większą swobodę wypoczynku na miejscu. Można gotować własne jedzenie, wypoczywać jak we własnym domu.
- Na takim wyjeździe łatwiej jest poznać ciekawych ludzi, z którymi potem można spędzać czas podczas wakacji. Długa podróż autokarem zbliża. Jest czas na rozmowy, gry, podczas których może się okazać, że spotkało się kogoś, z kim warto spędzić tydzień lub dwa urlopu. Rzadko kiedy poznaje się ta ludzi podczas wakacji samolotem.

Minusy wyjazdu autokarowego:

czwartek, 30 marca 2017

"Jadę sobie. Azja. Przewodnik dla podróżujących kobiet." Marzena Filipczak

Nigdy sama nie podróżowałam. Zawsze minimum w parze, a w większości wręcz w grupie. Tym bardziej z dużą ciekawością i ogromnym podziwem czytam relacje z wyjazdów samotnych kobiet. Dziwnie mi się napisało "samotnych"... przecież one nie są samotne ogólnie, tylko podróżują solo. Z wyboru. Zostawiają na chwilę dom, znajomych, czasem rodzinę i jadą poznawać świat. Bo ich ciekawość świata i pragnienie jego zwiedzania są po prostu silniejsze niż te same cechy u reszty osób z najbliższego otoczenia. Zdarza się. Czy powinno nas to powstrzymywać? Nie! Marzenia są do spełniania.... przy odrobinie odwagi, nawet samodzielnego.

Źródło: https://www.swiatksiazki.pl/
Taką właśnie samodzielną podróż po Azji (Indiach, Kambodży, Malezji, Tajlandii, Wietnamie) odbyła autorka książki "Jadę sobie." - Marzena Filipczak. W pierwszej części książki opisuje w formie pamiętnika kolejne dni podróży i wszystkie ciekawe przygody. Opisuje m.in. swój dziewiczy kurs rikszą w Indiach i pierwszą podróż indyjskim autobusem, "wypoczynek" na plaży na Goa, wizytę u dentysty w Malezji, "spacer" po dżungli na Borneo, kontrasty między tajską wyspą Phuket, a Bangkokiem. rowerową przejażdżkę po Tajlandii, jak w Tajlandii pogryzły ją małpy, a zaraz potem jak zwiedzała słynne Angkor Wat w Kambodży... pierwszą kradzież portfela  w Nha Trang w Wietnamie, wyprawę łódką "floating bar" (All Inclusive) w podróż po Morzu Chińskim, pierwsze spojrzenie na Himalaje i zapadający w pamięci (na tyle, że śni się autorce do dzisiaj) obrządek pochówku w mieście Waranasi. Historii jest oczywiście więcej, ale nie będę ich wszystkich zdradzać, bo warto je po prostu przeczytać. Autorka pisze zwięźle, bez niepotrzebnych wywodów. Trafnie chyba książkę opisuje słowo "dokumentacja". "Jadę sobie" jest rzetelną dokumentacją podróży kobiety po Azji. Bynajmniej nie w złym tego słowa znaczeniu. Po prostu nie znajdziecie tutaj osobistych wywodów, długich dywagacji... znajdziecie obserwacje z podróży.

poniedziałek, 20 marca 2017

Biokovo – widoki, z których słynie Chorwacja.

Przeprowadziłam mały eksperyment. Wpisałam do wyszukiwarki hasło „Chorwacja”, weszłam w grafikę i tak jak się spodziewałam większość zdjęć, które pokazały się jako pierwsze obrazowały region Dalmacji Południowej i okalające go charakterystyczne góry z masywu Biokovo. Większość osób z którymi rozmawiam o Chorwacji właśnie ten widok „surowych, kamiennych szczytów wchodzącym niemal do morza” widzi przed oczami, gdy myśli o wakacjach na Bałkanach. I nie ma się co dziwić. Tak jak pisałam (tutaj) najpopularniejszym kurortem turystycznym Chorwacji jest Makarska. A trudno, będąc w Makarskiej nie zachwycić się tymi wspaniałymi widokami: 

 

Masyw górski, który widać na zdjęciu to Biokovo. Jest on fragmentem gór Dynarskich i jednocześnie najwyższym pasmem górskim wzdłuż chorwackiego wybrzeża. Ma długość 36 km i szerokość 9,5 km. Na pierwszy rzut oka góry wydają się „gołe”, ale w rzeczywistości jest zupełnie inaczej. Charakteryzują je piękne kontrasty przyrody i bogactwo fauny i flory. Występuje w nich wiele gatunków endemicznych, rzadko spotykane ptaki drapieżne i ciekawe zjawiska geomorficzne.

wtorek, 14 marca 2017

Makarska – najbardziej znany kurort wakacyjny Chorwacji.

Moje, jak nazwałam to w poprzednim poście, „pierwsze świadome” wakacje w Chorwacji spędziłam w najbardziej znanym chorwackim kurorcie – Makarskiej. Do tej małej miejscowości na południu kraju na wyjazd wysyła Polaków większość biur podróży zajmujących się wycieczkami autokarowymi - np. Gandalf Travel, Oskar, Wygoda Travel... O tym jak wyglądają „wakacje autokarowe” napiszę jeszcze w osobnym wpisie. Na razie kilka słów o samej Makarskiej.


Makarska to kurort wakacyjny znajdujący się w południowo-wschodniej Chorwacji, w regionie Dalmacji Południowej, regionie turystycznym o nazwie Riwiera Makarska. Miasteczko leży o stóp masywu górskiego Biokovo, którego „nagie” wapienne szczyty wyglądają jakby wpadały wprost do Morza Adriatyckiego. Makarska położona jest około 60 km od Splitu i około 140 od Dubrownika (jeśli będziecie chcieli odwiedzić to piękne miasto to Makarska jest do tego bardzo dobrą bazą wypadową).

wtorek, 7 marca 2017

Pierwsze podróże- ile z nich pamiętamy?



Ponieważ ostatnie miesiące siedzę w domu i ciężko pracuję, a kolejny wyjazd czeka mnie dopiero w kwietniu postanowiłam na blogu trochę powspominać. Usiadłam z kubkiem herbaty i paczką przywiezionych z Włoch ukochanych chipsów otworzyłam stary album i zastanawiałam się od czego zacząć... pomyślałam – Chorwacja – bo to była moja pierwsza „świadoma” podróż zagraniczna. Dlaczego świadoma? Bo byłam już na tyle dorosła, żeby doskonale pamiętać to co zobaczyłam i żeby moje wspomnienia z wyjazdu były dziś na tyle „żywe”, by móc go Wam opisać.

Pół kubka herbaty później miałam już otwartych 6 plików tekstowych, każdy do innego posta na bloga... ale podczas ich naprzemiennego pisania naszły mnie takie myśli „głupia byłam, że nie pojechałam do Dubrovnika... przecież miałam okazję zobaczyć Medjugorje... gdybym wtedy miała notes zapisałabym dokładnie jak się wjeżdżało na Sveti Jure w Biokovo”. Niby wyjazd „świadomy”, a jednak nie do końca. Bo mój styl podróżowania od czasu tamtego wyjazdu uległ diametralnej zmianie. Teraz już nie jadę nigdzie „tylko wypoczywać”. Za grzech uważam omijanie ciekawych turystycznie miejsc, które podczas wakacji mam na wyciągnięcie ręki. Gdzieś w międzyczasie po tym wyjeździe do Chorwacji narodziła się we mnie pasja do podróżowania. Pasja, która teraz z dnia na dzień rośnie.

środa, 15 lutego 2017

Miejsca, w których zakochałam się od pierwszego wejrzenia! ❤️

Wczoraj były Walentynki. Wielkie święto miłości. ❤️ Jedni je kochają i celebrują z wielkim rozmachem, inni bojkotują i nie obchodzą. Ja uważam, że każdy dzień, kiedy mamy możliwość okazywać bliskim nam osobom ile dla nas znaczą, jest ważny i warty świętowania. I mimo, że miłość powinno się pokazywać codziennie, a nie raz w roku, to ten jeden dodatkowy dzień, kiedy pokaże się ją trochę mocniej, przecież nie zaszkodzi. Prawda?

Wczorajsze Walentynki natchnęły mnie jeszcze do innych przemyśleń. Otóż widząc moich znajomych wymieniających podróże jako jedną z  miłości swojego życia, zaczęłam się zastanawiać... Czy są na świecie takie miejsca w których się zakochałam? Miejsca, które urzekły mnie od pierwszego wrażenia? Gdzie serce mocniej mi zabiło? Są! Oczywiście! A oto i one:

 
Plac Jemaa el Fna w Marrakeszu w Maroku

sobota, 11 lutego 2017

"Bez gaf w obcych krajach. Podróże z klasą." Jak nie popełnić gafy w podróży radzi Kazimierz Cap.

Każdy kto dużo podróżuje wie, że "co kraj, to obyczaj". Im więcej krajów odwiedzamy, tym bardziej stajemy się wyczuleni na różnice kulturowe w różnych częściach świata i tym bardziej uczymy się je tolerować (mimo, że czasem je rozumiemy, a czasem zupełnie ich nie popieramy). To odróżnia "zaprawionego turystę" od "turysty pierwszorazowego". Bo ten drugi czasami na szok kulturowy, który go czeka w podróży nie jest przygotowany... 

Pół biedy, jeśli na pierwszy wyjazd wybierzecie się do Bułgarii, Grecji, czy Hiszpanii. Mimo odmiennej kultury i typowych dla tych nacji zachowań, zrozumienie popołudniowej sjesty przyjdzie Wam łatwiej niż na przykład specyficznego sposobu bycia Chińczyków, czy restrykcyjnych zasad życia na półwyspie Arabskim.  Pierwsza podróż (szczególnie taka daleka) może wywołać wiele reakcji oburzenia, spowodowanych po prostu brakiem zrozumienia. Aby takich sytuacji uniknąć warto zawczasu przed podróżą się przygotować! 

niedziela, 5 lutego 2017

Czym jest samsara? - "Samsara. Na drogach, których nie ma." Tomek Michniewicz

"- Samsara - odparł z uśmiechem starszy nauczyciel. - Nigdy nie wiesz dokąd trafisz...
- Trafnie ujęte."


Ostatnio natknęłam się na książkę Tomka Michniewicza o tajemniczym tytule "Samsara. Na drogach, których nie ma.". Nie jest to nowość czytelnicza (książka jest z 2010 roku) i szczerze mówiąc nie mam wytłumaczenia dlaczego ją wcześniej przegapiłam, ale jako, że czytałam już jedną publikację Tomka ("Swoją drogą. Opowieść o trzech podróżach po inne życie") również tym razem długo się nie zastanawiałam. Złapałam "Samsarę" z półki i zabrałam ją do siebie do domu. I tak oto zanim sięgnęłam po otrzymaną w prezencie trylogię Remigiusza Mroza pochłonęłam w dwie wieczory "Samsarę..."!

Książka "Samsara.." opowiada o podróży bez planu. Jak sam Autor mówi:

"To jednak nie będzie książka o Nepalu. Ani o Wietnamie, Laosie, Tajlandii, Kolumbii czy Mozambiku. To będzie książka o tym, co się dzieje, gdy pakujesz plecak i wychodzisz z domu z biletem w jedną stronę."

Źródło: empik.com i www.tomekmichniewicz.pl
Byliście kiedyś w takiej podróży? Bez planu, z celami rodzącymi się spontanicznie, z pomysłami realizowanymi ad hoc, zmianami tras kierowanymi złym lub dobrym przeczuciem? Prawie jak w piosence "Wsiąść do pociągu byle jakiego, nie dbać o bagaż, nie zdać o bilet..."... Ja szczerze mówiąc nie byłam (zresztą czego tu się spodziewać po takiej zwykłej turystyce jak ja), ale takiego polotu i spontaniczności zawsze bardzo zazdroszczę. I tym razem było tak samo. Czytając książkę i kolejne opowieści z Tajlandii, Laosu, Malezji, Singapuru, Nepalu, Kambodży i innych na poczekaniu wybieranych zakątków świata, czułam lekkie ukłucie zazdrości. Że nie mam tyle odwagi, żeby się zapakować i przeżyć taką przygodę życia. Że ja naraz zwiedzam jedno miejsce. Autor w jednej podróży zwiedził za to... pół Azji! Szaleństwo! No ale każdy podróżuje tak jak umie i jak lubi... mnie na razie po świecie najlepiej jeździ się pod opieką biura podroży. I na tym dywagacje o podróżowaniu tym razem zakończę... (ewentualnie odsyłam Was do zakładki Wygoda czy Przygoda?). A wracając do książki...

wtorek, 24 stycznia 2017

Fuerteventura - 5 razy "must see" - największe atrakcje wyspy.

Często spotykam się z opinią, że na Fuerteventurze można tylko wypoczywać i uprawiać sporty. Że wyspa jest "pusta", "piaszczysta" i "nie ma tu atrakcji". W żadnym wypadku się z tą opinią nie zgadzam. To fakt, że mniej tu miejsc do zwiedzania niż np. na Teneryfie lub na Lanzarote. Ale żeby nic nie było... to duża przesada! 

Tak więc, dla niedowiarków, prezentuję listę 5 "must see" na wyspie

1. Park krajobrazowy i rezerwat przyrody de las Dunas de Corralejo 

Rezerwat położony na północy wyspy koło kurortu turystycznego Corralejo zajmuje powierzchnię 2,6 tysiąca hektarów. Park krajobrazowy obejmuje teren ogromnych wydm utworzonych przez piasek nawiany z Sahary (oddalonej o około 100 kilometrów). Wydmy robią wspaniałe wrażenie, prawie jakby było się na afrykańskiej pustyni.

2. Oasis Park

Park botaniczno-zoologiczny znajdujący się mniej więcej w centralnej części wyspy jest atrakcją chętnie odwiedzaną zarówno przez rodziny z dziećmi, jak i dorosłych turystów. Każdy znajdzie tu coś dla siebie - karmienie żyrafy, pokazy sztuczek lwów morskich, plantacje kaktusów... Więcej o Oasis Parku możecie przeczytać w osobnym wpisie TUTAJ.

poniedziałek, 16 stycznia 2017

„Pirania na kolację” Magda Bogusz


Źródło: http://muza.com.pl

Książka „Pirania na kolację” Magdy Bogusz opowiada o trwającej 1405 dni wyprawie dookoła świata. Bohaterowie książki - szalona i żądna przygód para Magda i Tomek – rzucają pracę, pakują plecaki i inwestując w podróż wszystkie oszczędności lecą do Stanów Zjednoczonych, gdzie zaczyna się ich przygoda. Chyba sami się nie spodziewają, że w ciągu niecałych 4 lat odwiedzą 27 krajów na 7 kontynentach, bo czas w podróży przez Stany Zjednoczone, Amerykę Środkową, Amerykę Południową, potem Australię i Azję Południowo-Wschodnią naprawdę szybko płynie...

Zawsze mam dylemat dotyczący książek opowiadających jak to łatwo jest rzucić pracę w korporacji i w poszukiwaniu przygód (lub sensu życia) wybrać się w podróż w najdalsze zakątki świata. Przed ich kupieniem zadaję sobie pytanie: czym ta książka różni się od wszystkich innych tego typu, które przeczytałam wcześniej? Przecież teraz niemal co druga książka opowiada tą samą, motywującą do zmiany życia, historię. Pisała o tym Elizabeth Gilbert w kultowej książce „Eat, Pray, Love (Jedz, Módl się i Kochaj)”, pisał Kacper Godycki-Ćwirko w książce „Sprzedaj lodówkę i jedź dookoła świata” (Pamiętacie? Opowiadałam o niej tutaj.), w pewnym sensie (chociaż o krótszych podróżach) pisała Joanna Grzymkowska Podolak w "Zakochani w świecie. Maroko" i "Zakochani w świecie. Indie", pisało też wielu innych autorów. Również i tym razem zadałam sobie to samo pytanie. Czy było warto czytać opowiem zaraz... Chciałabym najpierw podziękować Anicie M. z bloga Moje Pasje za miłą wymianę książkową, bo to dzięki niej dotarła do mnie „Pirania na kolację” i przyznać się, że jednym z czynników przez które zdecydowałam się na przeczytanie książki były piękne oczy kobiety z okładki. :)

środa, 11 stycznia 2017

Który kurort na Fuerteventurze wybrać na wakacje?

Jak już wspominałam (tutaj) Fuerteventura to idealne miejsce na wakacje prawie dla każdego. Dziewicze pustynno-wulkaniczne krajobrazy, przepiękne plaże, nowoczesne hotele z opcją All Inclusive, doskonała kuchnia kanaryjska... to tylko niektóre z powodów dlaczego warto tutaj przylecieć. Mimo, że wyspa nie jest bardzo duża (ok. 1600 km2 i 100 km długości) to jest dość zróżnicowana pod kątem atrakcji i walorów poszczególnych kurortów turystycznych. Po wyborze wyspy na kierunek wyjazdu, a przed wyborem hotelu, warto się więc zastanowić, który kurort najlepiej spełni Wasze, konkretne wymagania.

Największe kurorty turystyczne Fuerteventury to Costa Calma, Corralejo, Morro Jable i Caleta de Fuste. Mniejsze to m.in. Tarajalejo, Esquinzo i Jandia.



CALETA DE FUSTE

To największy i najlepiej rozwinięty ośrodek turystyczny wyspy. Leży na jej wschodnim wybrzeżu - 12 km od stolicy Puerto del Rosario, 45 km od Corralejo i 47 kilometrów od Oasis Parku. Caleta de Fuste polecam przede wszystkim dla rodzin z dziećmi! Plusami miejscowości (inaczej nazywanej też Costa Caletą lub Castillo) jest bliskość lotniska (5 kilometrów / transfer z lotniska do hotelu trwa tutaj około 15 min), wielkość miejscowości, w której oprócz barów, restauracji i sklepów są też liczne markety (w przypadku gdyby potrzeba by było kupić chociażby pieluchy dla dziecka) i przez strategiczne położenie mniej więcej w centrum wyspy łatwość zwiedzania całej Fuerteventury.
W Caleta de Fuste znajduje się ładna piaszczysta, zatokowa plaża Playa Castillo. Na pewno nie da się jej porównać z imponującymi plażami południa lub północy, ale na wypoczynek rodzinny na pewno się sprawdzi. Wejście do oceanu jest tutaj łagodniejsze, nie ma mocnych prądów, ani porywistych wiatrów. Plaża jest też lepiej zagospodarowana jest na niej np. plac zabaw i boisko do piłki plażowej. Co ciekawe, plaża niedawno była zamknięta, bo przechodziła generalny remont i usprawnienie zagospodarowania.


sobota, 7 stycznia 2017

5 postów o podróżach z 2016 roku, które może przegapiliście, a do których przeczytania Was namawiam.


Pisałam o najpopularniejszych wpisach na blogu w 2016, a teraz dla odmiany zaproponuję Wam 5 rzadziej czytanych wpisów, do których jednak chciałabym Was namówić. Może w szalonym tempie pracy lub nauki w 2016 roku Wam umknęły... a wydaje mi się, że warto o nich przypomnieć.



Wyjazd do Chin był moją najdalszą podróżą w zeszłym roku. Pekin zrobił na mnie ogromne wrażenie, wywołując na przemian zachwyt i zdziwienie, ale punktem kulminacyjnym wyjazdu był zdecydowanie spacer po Wielkim Murze Chińskim! Jako, że zamiłowanie do geografii i podróży siedzi we mnie już od dzieciństwa, dawno temu już marzyłam, żeby zobaczyć ten Cud Świata na własne oczy. I udało się! Gdyby ktoś powiedział mi o tym, gdy jako dziecko oglądałam Mur na zdjęciach w albumie o najpiękniejszych miejscach świata, nie uwierzyłabym. Jaki z tego morał? Warto marzyć! Bo uczucie, gdy marzenie się spełni, jest naprawdę wspaniałe! A nigdy nie wiadomo... czasami marzenia spełniają się przypadkiem. :)


P.S. Możecie też marzeniom pomóc. Wiecie, że na 7 dniową wycieczkę do Pekinu (ze zwiedzaniem Muru Chińskiego) można polecieć już za około 2500-2700 zł/osobę? Naprawdę! A o tym, co warto wiedzieć przed wyjazdem, możecie przeczytaj tutaj.

Czytaj TUTAJ




Zdarza mi się na blogu umieszczać wpisy na temat książek podróżniczych. Mimo, że są one jedynie pewnym procentem literatury, którą czytam, to uważam, że świetnie pobudzają wyobraźnię i robią apetyt na zwiedzanie świata. O tych książkach, które mnie w pewien sposób zainspirowały piszę tutaj. Jedną z nich w 2016 roku była "Grecja po mojemu" Marcina Pietrzyka. 


Dla miłośników Grecji to lektura obowiązkowa! Jest to też dobra książka dla tych, którzy chcieliby polecieć na wakacje do Grecji, ale nie wiedzą, który region wybrać. Kontynent, wyspy Jońskie, wyspy na Morzu Egejskim, Cyklady, płw. Chalkidiki...? Tyle do wyboru... Pan Marcin natomiast nie dość, że w Grecji mieszka i po Grecji oprowadza z ogromną pasją, to jeszcze poza suchym opowiadaniem o tym kraju daje świetne turystyczne rady. Trochę jak w Poradniku Turystycznego Myślenia. :) Polecam!

A jeśli książka Wam się spodoba to już wiosną możecie z biurem podróży Grecos pojechać do Grecji i zwiedzać ten kraj właśnie z Panem Marcinem.

Czytaj TUTAJ



NUMER 3 - Rumunia - jechać tam na wakacje? Co trzeba wiedzieć szykując się do wyjazdu?

Rumunia to mało popularny kierunek wyjazdów turystycznych, chociaż od pewnego czasu na blogach podróżniczych pojawia się coraz więcej relacji z wizyt w tym pięknym kraju! Nie ma się co dziwić. Rumunia to w moim odczuciu taki nieoszlifowany diament. Są tu przepiękne góry, wybrzeże z długimi, piaszczystymi plażami i ciekawe do zwiedzania miasta. Do tej pory pisałam na blogu o wybrzeżu Rumunii (o kurortach nadmorskich, plażach itd.), ale jak tylko znajdę chwilę uzupełnię relację o warte zobaczenia miejsca w głębi kraju. Polecam odwiedzić m.in. Trasę Transfogarską, Sighișoarę, Kluż-Napokę, Alba Iulię i Wesoły Cmentarz w miejscowości Săpânța. A to tylko nieliczne z wielu wspaniałych miejsc w Rumunii.


Jeśli jeszcze nie zaplanowaliście wakacji i szukacie miejsca idealnego zarówno do zwiedzania, jak i wypoczynku, polecam Rumunię. Wypoczniecie tu w pięknych okolicznościach przyrody, bez opcji All Inclusive, bez hałaśliwych dyskotek, animacji hotelowych... Wy i to jeszcze nie popsute turystyką masową miejsce!

Czytaj TUTAJ



NUMER 4 - Jak najlepiej samodzielnie nauczyć się podstaw włoskiego? - Beata Pawlikowska "Blondynka na językach. Włoski"

Ten post dotyczy w sumie nauki języków obcych w ogóle. Napisałam go na temat języka włoskiego, bo to pierwszy język, którego uczyłam się od zera zupełnie sama, ale równie dobrze można go dopasować do języka hiszpańskiego, angielskiego, niemieckiego czy francuskiego... Uczenie się języków obcych to sprawa bardzo indywidualna. Jednym "wchodzą" łatwiej, innym trudniej. (Ja na szczęście należę chyba do tej pierwszej grupy.) Nie ma się co dziwić, że powstało wiele szkół nauki języków i różne metody (wzrokowe, słuchowe, nauka rozmową itd.), bo każdy uczy się inaczej. Ja w poście o książce Beaty Pawlikowskiej, podobałam sposób, który pomógł mnie. Na pewno nie sprawdzi się dla każdego, ale może z tych kilku moich rad, uda się Wam wybrać jedną czy dwie, dzięki którym przyswajanie nowych słówek będzie szybsze i przyjemniejsze.

 
Czytaj TUTAJ



NUMER 5 - Portofino - ekskluzywne oblicze Włoch.

Jak zawsze, tak i w tym roku, dużo na blogu było o Włoszech. To moje ukochane miejsce na ziemi i tego na pewno nic nie zmieni! Do Włoch można jeździć cały czas i odkrywać je za każdym razem na nowo, bo każdy region, każde miasto, każdy kurort są inne pod kątem atmosfery, architektury, kuchni a nawet charakteru mieszkańców. Możecie o tym przeczytać w książce "Włosi. Życie to teatr.". W 2016 roku pisałam m.in. o wjeździe na Mont Blanc, Aoście, jeziorze Maggiore, Toskanii, a potem o Riwierze Weneckiej i jej najważniejszych kurortach). Każde z tych miejsc jest zupełnie inne, trochę jakby były położone w różnych krajach. A co z Portofino? Dlaczego akurat do tego postu Was odsyłam? Portofino to najbardziej luksusowe miasteczko Włoch. Będąc tam w sumie nie czułam się jak we Włoszech, bardziej jak w Monako albo w luksusowym kurorcie we Francji. 

Widokowo Portofino jest przepiękne! Kolorowe kamienice okalające mały port z luksusowymi jachtami... Robi wrażenie! Ale czy bym wróciła? Raczej nie. Podobne widoki można obserwować w innym miejscu w Ligurii - Cinque Terre - a tam kawa nie kosztuje 20 zł. 


Mimo wszystko, polecam o Portofino poczytać. Związanych jest z nim wiele ciekawostek.

Czytaj TUTAJ


Mam nadzieję, że czekając na nowe posty, z chęcią wrócicie do tych kilku wspominkowych wpisów. Niedługo natomiast dokończę relację z Fuerteventury, a potem...? Możliwe, że w lutym gdzieś ucieknę na chwilę... jeśli tak, to będziecie o tym wiedzieć pierwsi! Jeśli nie to cóż... skupimy się na wspomnieniach. Może wrócę pamięcią do Chorwacji albo Czarnogóry? A może znowu do Włoch lub Rumunii? O czym chcielibyście poczytać?